piątek, 7 lipca 2017

Batman: Arkham City

Scenariusz: Paul Dini
Rysunki: Carlos D'Anda
Wydawca: DC Comics
Zawiera: #1-5
Liczba stron: 168
Data wydania: lipiec 2011 (#1), wrzesień 2011 (zbiorcze)







To co wydarzyło się w Arkham City nie jest dla nas żadną tajemnicą. Ta wyspa będąca częścią Starego Gotham, została odizolowana od świata niczym Comic Con w Nadarzynie. To wszystko powstało oczywiście dla dobra pacjentów, lecz tak naprawdę ktoś ma w tym tworze większy interes. By jednak przeprowadzić taki skomplikowany proces, pociągnięto za wiele sznurków, wykorzystano wiele znajomości, zawarto złożone układy. Kogo jednak interesuje polityka, skoro trzeba przetrwać w nowoczesnym więzieniu? I tu rolę odgrywa komiksowe wprowadzenie do gry, które ma nam przybliżyć kulisy powstania tej niesamowitej konstrukcji. 

Arkham City w momencie ukazania się, z miejsca zostało najlepszą grą z Mrocznym Rycerzem. Termin oznaczający tego typu placówkę, wgryzł się już w superbohaterską popkulturę, co miałem okazję doświadczyć np. podczas oglądania serialu Gotham, gdzie nazwano tak dzielnicę otaczającą znany zakład. Takiego efektu nie osiągnięto by bez dobrej kampanii reklamowej. Żeby zaistnieć w świadomości nerdów, gra musiała być nie tylko wybitna. Potrzebowała także dobrego marketingu. Jedną z jego części było stworzenie towarzyszącego komiksu. Przecież gra jest na podstawie przygód bohatera z powieści graficznej, więc wróćmy do korzeni. Wydawnictwo komiksowe jak i twórcy gry są w tym samym korporacyjnym koszyczku, więc wszystko poszło gładko. Na dodatek gdzieś już tam zaistniała moda na tworzenie towarzyszących grom zeszytów.

Arkham Asylum również miało swój komiks, jednak taki króciutki, 16 stron, zwykła ciekawostka. Teraz mówimy o pełnowartościowym produkcie. Regularnie ukazujące się zeszyty, które stworzyły recenzowane tu wydanie zbiorcze. Nie, u nas nikt tego nie wydał... Za granicą zdecydowano się dać od razu w twardej okładce, z ładnym motywem z gry, co by każdy gracz wiedział co sięga. Grafika zdobiąca oprawę zasłania art Carlosa D'Andy, który jest bez zarzutu. Jednak nie wygląda jak coś powiązanego z grą video i zwykły czytelnik mógłby nie zauważyć różnicy patrząc na różne Detective Comics. Wymienione nazwisko rysownika też nie jest przypadkowe – pan ten związany jest z serią Arkham – tworzył grafiki koncepcyjne do pierwszej części gry, choć zilustrował też Road to Arkham, komiks o którym mówić zacząłem pisać na początku akapitu. 
Nakładka z wizerunkiem Batmana z gry pokrywa komiksową okładkę.

Nazwisko scenarzysty także nie jest przypadkowe. Został nim Paul Dini we własnej osobie. Skoro człowiek tworzący historię w grze zabiera się także za komiks, to możecie być pewni, że wszystko będzie do siebie pasować. Fabuła dzieje się kilka miesięcy po wydarzeniach z Arkham Asylum. W pierwszym zeszycie podejmuje ona wątek skrzynek tytanu, które wydostały się z zakładu i kilku przestępców chce położyć na nie ręce. W tym samym czasie mamy otwarcie nowego ratusza, ważna uroczystość. Oczywistym jest, że jedno z drugim ma wiele wspólnego. Batman pojawia się na miejscu i wykorzystując technikę, którą pokonał Jokera, rozprawia się z napompowanymi przestępcami. Problem w tym, że... mówiąc nieformalnie – wszystko jebło. Tym samym Batman przyczynił się do otwarcia nowego więzienia. 

Już w pierwszym zeszycie widzimy jak świetnie komiks buduje podwaliny pod kolejną grę.  Kolejne numery poświęcone są nie tylko głównemu wątkowi, ale także przestępcom jak i ich interesom. Obserwujemy jak Ci zakorzeniają się w tytułowym więzieniu. I trzeci zeszyt szczególnie mi podszedł do gustu. O ile komiks bezpiecznie trzyma się w uniwersum gry i nie stara się wychodzić poza znane wydarzenia, tak środkowa część w jakiś sposób złamała schemat, dając podgląd z nieco innej perspektywy na narastające problemy w mieście Batmana. W mieście, w którym daje się zaobserwować, że w psychikach mieszkańców Gotham dość mocno odbiły się wydarzenia, które nazywają oni „zamieszkami z Arkham” - coś jak „incydent” dla Nowojorczyków. 

Trauma mieszkańców, plus odpowiednio zarysowana strategia głównego przeciwnika, w konsekwencji prowadzą do stworzenia w mieście miejsca, gdzie zsyła się wszystko co choć trochę niedobre. Kryptończycy mieli takie coś, nazywali to Strefą Widmo. Gothamczycy mają podobny twór pod nosem, tuż za wielkim plastrem betonu. A pociągający za sznurki villain, bez wątpienia był inspiracją dla postaci Netflixowego Wilsona Fiska. Taka nietuzinkowa mieszanka, choć będąca zaledwie pomostem między grami, to i tak okazuje się niezwykle atrakcyjna. Fan postaci znajduje tu masę smaczków. Widać, że wszystko jest spójne z serią Arkham, a nie komiksowym kanonem. 
W dodatkowych historiach pojawia się także Robin

Rysunki też są staranne. Pozwalają świetnie uchwycić klimat gier. Tła pokazują nam często fragmenty znanych miejsc. Duża jest szczegółowość postaci. Herosom nie szczędzi się atletycznej budowy, a kobietom kuszących wdzięków. W ostateczności, wszystkie elementy sprawiają, że mamy tu dobrze wykonaną robotę. Komiks, który musi znaleźć się w rękach fana serii Arkham i aż szkoda, że nie mamy polskiego wydania. A co najlepsze, wydanie zbiorcze zawiera także dodatkowe historie, opublikowane wcześniej tylko cyfrowo. Rozwijają one jeszcze bardziej uniwersum gry, np. w jednej historii Batman wchodzi w interakcję z kobiecą postacią, tym samym wprowadzając ją do uniwersum, choć nie pojawia się ona w dużych grach. I by ostatecznie perfekcyjnie zakończyć komiks, dołożono nam także kilka grafik koncepcyjnych z gry Arkham City, stworzonych przez Carla D'Andę. Nie publikowano ich w oficjalnym artbooku, więc dla fana tego typu doświadczeń wizualnych, zawsze dodatkowa niespodzianka. 

Ocena: 9/10

Ciekawostki:

  • Postacie takie jak Catwoman, Harvey Dent, czy Hugo Strange, w uniwersum Arkham zadebiutowały właśnie w komiksie. 
  • Kontynuacją komiksu Arkham City, jest seria Arkham Unhinged. Co ciekawe, wydawnictwo Panini, w krajach Europy Zachodniej zrobiło ciekawy ruch. Oba komiksy połączyło w jedno i wydaje pod tytułem Arkham City – wszystko jako następującą po sobie całość.