niedziela, 4 grudnia 2016

Injustice: Gods Among Us vol. 1

Scenariusz: Tom  Taylor
Rysunki: Jheremy Raapack, Mike S. Miller i inni
Okładka: Art z gry
Zawiera:  Issues #1-#6 (Cyfrowe Rozdziały #1-#18 )
Data wydania: listopad 2013
Ilość stron: 196






W 2012 roku, paszcze naszych ukochanych konsol otrzymały smakowity kąsek - bijatykę Injustice: Gods Amongs Us. W tym momencie na rynku dokonała się rewolucja, choć nie do końca byliśmy tego świadomi. I to nie dzięki grze, której oczywiście nic nie można było zarzucić, ale sprawcą okazała się seria komiksów, budująca całą pięcioletnią historię wprowadzającą do bijatyki. Spowodowało to pogłębienie uniwersum Injustice na skalę jakiej nikt się nie spodziewał. Dzięki sukcesowi powieści graficznych, marka przebiła się do szerokiej świadomości zarówno graczy jak i komiksiarzy, którzy nie zawsze sięgają po pada.

Papierowe Injustice okazuje się być tym, czego nam zabrakło w Batman v Superman: Świt Sprawiedliwości. Wspominam tu w ogóle o tym obrazie, gdyż w dziele Snydera widać pewną inspirację tym całym uniwersum. Jednak obraz starał się chwycić za dużo srok za ogon i wyszło z tego to co wyszło. Za to komiks o „Bogach Wśród Nas”, dręczonych niesprawiedliwością, bezbłędnie połączył mroczną stronę ze szczyptą humoru i pokazał nam taką wojnę domową bohaterów, że włodarze Marvela musieli pozakładać śliniaczki. Fani z drżącymi rękoma sięgali po nowe numery i z dumą ustawiali je na specjalnych ołtarzykach. Tak, macie do czynienia z produktem wybitnym, bez którego nie możecie się obejść.

Co w nim takiego wyjątkowego? Tom Taylor dostał szansę na dorobienie paru groszy tworząc komiksowe wprowadzenie do wyczekiwanej przez fanów gry. Jest to uznany scenarzysta, który sympatię zaskarbił sobie tworząc serię Earth-2. Wyobraźni mu nie zabrakło, a znając już zakończenie historii, postanowił pojechać po całości. Dostajemy więc klasycznego elseworlda, w którym historia zaczyna się błogo. Clark leżąc u boku ukochanej Lois i słuchając bicia serca swojego rozwijającego się w łonie matki dziecka, doświadcza pełni szczęścia. Jest człowiekiem spełnionym. Ma fajną pracę, cudowną kobietę, potomka w drodze. A na dodatek jest Supermanem. Nieskazitelnym symbolem dobra i sprawiedliwości. 

Wszystko się zmienia w momencie, gdy Joker porywa Lois. Clark widząc Jimmiego z kulką w głowie wpada w panikę. Na pomoc przychodzi cała Liga Sprawiedliwych i szybko namierzają oni przestępcę. Człowiek ze Stali konfrontuje się więc z klaunem. Ten oczywiście ma dla niego niespodziankę. Gaz Scarecrowa zmieszany z kryptonitem i... Doomsday! Co tam robi Doomsday? Nasz harcerzyk nie miał czasu się zastanawiać, tylko rzucił się na potwora i z prędkością światła wyniósł go w kosmos. Tam gaz przestał działać i ze zdziwieniem zobaczył, że trzyma w rękach martwą Lois... 

Superman ocalił setki istnień. Nie można było tak od razu? 
W tym samym czasie Joker odpala atomówkę i Metropolis podziela los Hiroshimy. To tak by dowalić do pieca. Spokojnie, nie zdradziłem Wam całej fabuły komiksu, jedynie kilka pierwszych stron, podstawy które zaprowadziły do konfliktu o jakim Wam się nie śniło. Gracze dobrze znają te okoliczności, a w komiksie szczegółowo doczytają jak to się stało, że Superman i Batman tak się podzielili. Różnice charakterów to dobra rzecz. Dzięki temu jest ciekawie. Batman jak wiemy nigdy by nie zabił człowieka (przynajmniej w ogromnej większości historii). Mroczny Rycerz może sobie nawet łamać 6 przykazanie z dwa razy młodszymi od siebie pannami, jednak piątego się nie ośmieli, nawet jeśli jego bliscy stają się ofiarami tych przekonań. Właśnie dlatego Injustice stawia Batmana w złym świetle. Okazuje się, że przez jego pobłażliwość liczbę ofiar można liczyć już w milionach, w tym także są superbohaterowie i ich bliscy. Na szczęście Superman ma odwagę zrobić to co powinno już dawno być zrobione. Postanawia przestać się cackać i wprowadzić rządy twardej ręki. W pierwszej kolejności wyrywa serce Jokerowi...

Muszę przyznać, że w pełni podzielam punkt widzenia Supermana. Jestem kolesiem uważającym, że Tony Stark miał rację. A tutaj Batman miota się podobnie jak Kapitan Ameryka i próbuje udowodnić nie wiadomo co, zamiast przyznać się, że był w błędzie. Dalsza historia pokazuje nam, że im więcej działań podejmuje Gacek i jego zwolennicy, to wprowadzają jeszcze więcej chaosu i ofiar. Nie mogą znieść, że radykalne rządy Człowieka ze Stali przynoszą efekty. To bardzo ciekawe odwrócenie ról, gdyż zazwyczaj Ostatni Syn Kryptonu jest ukazywany jako twarde, konserwatywne trzymanie się zasad, a równocześnie jako żywe wcielenie dobroci i altruizmu. Tą wiarę w niego było widać zwłaszcza w evencie Flashpoint, gdzie Barry i jego drużyna poszukują Supermana, a speedster jest przekonany o jego wrodzonych, idealistycznych wartościach. I tu właśnie scenarzysta Injustice odwalił kawał dobrej roboty. Wiarygodnie pokazał jak strata wszystkiego może zmienić w człowieku to co go definiuje. 

Domyślacie się, że komiks przeplatany jest absurdem, podanym w wyborny sposób. Oczywiście żeby podczas czytania wywołać jeszcze trochę więcej satysfakcji, wprowadzono tu także zwyczajne wątki rozluźniające atmosferę. Humoru do historii dostarcza nasza przecudowna Harley Quinn. Ta będąc pod kuratelą Green Arrowa, bezlitośnie wyśmiewa wiele schematów rządzących superbohaterskim światem. Jej charakter oddano bezbłędnie. Nie musi ona kusić swoim ciałem żeby się w niej zakochać jak to robiła odpowiedniczka z filmowego Suicide Squad. W niewymuszony sposób rozładowuje ona napięcie i wprowadza do historii sporo kolorytu.

Kultowy już dialog. 
W pierwszym tomie zawierającym połowę roku pierwszego mamy doskonale rozrysowane początki wielkiego i fascynującego konfliktu, którego zwieńczenie przerabialiśmy grając w Injustice: Gods Among Us. Zobaczymy w jaki sposób dzieją się bohaterowie. Czy Bat-Rodzinka pozostanie spójna w poglądach? A najciekawszym motywem było dla mnie podejście Ligi Sprawiedliwości do problemu superprzestępców umieszczonych w Arkham, którzy i tak zawsze znajdują sposób by wydostać się z tego miejsca. To jeszcze bardziej uzmysłowiło mi jak bezsensowne były działania Mrocznego Rycerza. 

Najlepsze w tym wszystkim jest oglądanie Supermana, który się nie cacka. To jak rozwiązał problem z niepokornym Aquamanem, powoduje że mamy banan zadowolenia na ustach. Nie można było tak od razu? Swoją nieugiętość pokazuje także w walce. Bez wahania zrobił z Salomonem Grundym to co powinien zrobić, dzięki temu obyło się bez ofiar. Opis może wskazywać, że Człowiek ze Stali stał się bezwzględnym mordercą. A wcale tak się nie stało. Nie zabija on wszystkich co mu się sprzeciwiają. Używa tylko tyle siły ile powinien żeby opanować sytuację. Cały czas zależy mu na bliskich. Nawet na Batmanie, który odwrócił się od niego i spiskuje za jego plecami. Patrząc na pozytywy działań Kryptończyka, zdajemy sobie sprawę, że to Batman jest tym złym. Po prostu się myli, tak jak Steve Rogers i wielu innych. Flash jest rozdarty. Zastanawia się czy dobrze wybrał, jednak przyzwoitość nakazuje mu trwać przy boku Kosmity i Amazonki. Chwalę tu Supermana, nie przypadkowo. W bijatyce jest on niczym mój imiennik z III Rzeszy. Tutaj jest cały czas altruistą. I to właśnie haniebne działania Mrocznego Rycerza popychają go co raz bardziej w stronę znaną z gry. 
Superman ocałił właśnie tysiące ludzkich istnień. Rozwiązanie wojen jest takie proste. Dlaczego więc Batman go nie popiera? To Mroczny Rycerz jest tym złym, nie Clark.


Przyzwoitość nakazuje mi wskazać Wam zakup obowiązkowy. Serię tak wybitną, że do dziś nie stworzono niczego bardziej przełomowego. Injustice kontynuuje nurt rozwijany przez takie elseworldy jak Kingdom Come. Poznacie świat szalony, w którym może zdarzyć się już wszystko. Dramat miesza się z niedorzecznością i przeplata z komedią. Dlatego właśnie zaskoczy Was on niejednym kreatywnym rozwiązaniem. Jestem w stanie zaryzykować stwierdzenie, że dzięki komiksom poprawił się odbiór gry pod kątem warstwy fabularnej. W rezultacie siedząc z padem w ręku, nie będziemy odbierać bijatyki jako taniej rozrywki, która zadowoli niewymagających fanów marzących o pojedynkach różnej maści postaci z komiksów, ale jako bardziej zawiły i głęboki konflikt. 

Ocena: 10/10